Obserwatorzy

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział II



…Szczerze?Wierzyłam w jego słowa bo go kochałam ale miłość jest zgubna.Za każdym razem tak było i tak też będzie pewno i tym razem.Wiedziałam to już teraz ale chciałam choć mieć jedną chwilę szczęścia.Odnowiliśmy przysięgę małżeńską miesiąc po moim zajściu w ciążę.chcieliśmy by tym razem było dobrze.Ale jednak mimo zapewnień Willa coś mnie niepokoiło.Wracał dość często późno gdy w tym czasie powinien być już w domu.Gdy dzwoniłam do biura nikt nie odbierał.Nabierałam podejrzeń ale nie chciałam nic psuć.W końcu byłam szczęśliwa i nie chciałam się z nim kłócić.


Miesiąc po miesiącu zbliżał się termin porodu,a Will coraz częściej wracał późno i okazywał mi mniej troski.Wszystko szło codzienną rutyną,aż gdy pewnego popołudnia gdy gosposia sprzątała dom,a ja siedziałam zadzwonił dzwonek do drzwi.Poszłam otworzyć.W nich stanęła jakaś nieznajoma kobieta w ciąży z tego co widziałam.Jakiś 2 miesiąc.


-Witam czy zastałam Williama?Muszę z nim pilnie porozmawiać.


Powiedziała do mnie nieznajoma.Co to za kobieta?Pomyślałam sobie.


-Nie niestety mojego męża nie ma jest w pracy czy mogę coś mu przekazać?


Ona natomiast spojrzała na mnie ze współczuciem w oczach i położyła dłoń na swoim brzuchu.


-To on ma żoną?Przepraszam nie powinnam przychodzić ale…Dwa miesiące temu no cóż powiem wprost mimo pani stanu ale nie chcę by kogoś oszukiwał.Jesteśmy ze sobą ale od paru tygodni nie kontaktuje się ze mną.Miał dziś ze mną iść na wizytę u lekarza.


Gdy powiedziała,że to jego dziecko myślałam,że zemdleję.Jak on mógł!Drań!Tyle razy mówił mi,że mnie kocha i przyrzekał,że więcej mnie nie zrani.


-Przepraszam proszę skontaktować się z nim inaczej.


Powiedziałam i zamknęłam drzwi.W oczach miałam łzy.Spojrzałam na gosposie.


-Panno Stan to na pewno jakieś nieporozumienie poczeka pani na męża.


Powiedziała ale ja już w tej chwili jej nie słuchałam.Poszłam do sypialni i zaczęłam się pakować.Nie chciałam już nigdy więcej go widzieć.Tak mi obiecywał,to wszystko było kłamstwem.jak mogłam pomyśleć,że się zmienił.On nigdy się nie zmieni!Nie potrafi się ustatkować.Kochałam go ale widocznie on mnie nie.Spakowałam wszystkie swoje najważniejsze rzeczy i wsadziłam walizkę do samochodu.Było Listopadowe popołudnie i robiło się już chłodno więc założyłam płaszcz i jesienne kozaczki.Wsiadłam do samochodu patrząc na gosposię.


-Proszę mu przekazać,że dla niego nie istnieję.nie chcę więcej kłamstw.


Gdy jej to przekazałam odjechałam szybko.Pobrałam wszystkie pieniądze z konta i zlikwidowałam konto.Wsiadłam w samolot do Waszyngtonu gdzie mieszkała moja przyjaciółka ze studiów i w liście pisała kiedyś bym do niej przyjechała.Po lądowaniu zabrałam bagaż i wyjęłam jej list by sprawdzić adres jej zamieszkania.Miałam zamiar zacząć od nowa.Wzięłam taksówkę,która zawiozła mnie na miejsce.Wysiadłam i podeszłam do drzwi.Zapukałam.Otworzyła mi Maggie.


-Holly to ty?Wow nie poznałam cię w pierwszej chwili.A gdzie twój mąż?Pozwolił ci samej lecieć w ciąży?


Spojrzałam na nią ze łzami w oczach.


-Nienawidzę go.Dla mnie nie istnieje.On…on będzie miał dziecko z inną.Dzisiaj przyszła do jego domu.Och Mag on mnie okłamywał przez tyle miesięcy a ja głupia mu wierzyłam.


Przytuliłam się do przyjaciółki.Weszłam do środka i postawiłam walizkę.cieszyłam się,że mogę z kimś porozmawiać.Z Maggie zaprzyjaźniłam się na studiach gdyż studiowałyśmy ten sam wydział i miałyśmy podobne charaktery.Zwierzałyśmy się sobie nawzajem ze wszystkiego.Tego wieczora rozmawiałyśmy do bardzo późna.Następnie Mag zaprowadziła mnie do pokoju gościnnego.Wzięłam prysznic i założyłam koszulę nocną.Położyłam się na łóżko.Patrzyłam w sufit myśląc ciągle o Willu.Tak bardzo go kochałam.Zablokowałam jego numer w komórce.Nie chciałam utrzymywać z nim kontaktu więcej.Miał szansę i wszystko zmarnował.Dopiero po paru godzinach leżenia na łóżku zasnęłam.Następnego dnia miałam zamiar zacząć szukać sobie pracy i domu dla mnie i dla dziecka blisko Mag.Wiedziałam,że mogę liczyć na nią.Była dla mnie jak siostra.







William Stan



Holly Grenger-Stan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz