Obserwatorzy

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział I



Jak co dzień obudziłam się rano w rodzinnym domu przez hałas codziennego życia.Rodzice już powstawali i nie dali mi spać.Spojrzałam na zegarek.Była już 7.40, a ja miałam na 9 na wykład.Uczęszczałam na studia dziennikarskie.Rodzice bardzo mnie w tym wspierali, przez co doszłam aż tak wysoko.Parę razy moje artykuły ukazały się nawet w gazetach do, których pisałam, ale przede mną jeszcze długa droga.Wstając leniwie z łóżka, rozciągnęłam się i ziewnęłam.Do drzwi zapukała mama.




-Już wstałam.Zaraz zajmuję łazienkę.




Powiedziałam, biorąc z szuflady bieliznę, bluzkę i rurki.Za oknem była wczesna jesień.nie było już zbyt ciepło.Różnorodne liście tworzyły dywan.Wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki, by się odświeżyć.Po szybkim i orzeźwiającym prysznicu ubrałam się,a następnie zaczęłam nakładać makijaż. Wybrałam pudrową szminkę, fluid, tusz, e-liner oraz puder na policzki.Po dokładnym przejrzeniu się w lusterku stwierdziłam, że jestem gotowa.Moje włosy opadały kruczoczarnymi falami na plecy.Wzięłam torebkę i zeszłam po schodów.Pośpiesznie wypiłam kawę, gdyż było już dosyć późno.Założyłam ocieplane botki i wyszłam z domu.Kierując się w stronę szkoły, przypominałam sobie materiał na wypowiedź ustną.Szło mi nieźle, ale tylko dlatego, że zawsze uczyłam się długo i ciężko pracowałam.W nauce nie przeszkadzało mi nic.W budynku uniwersyteckim zdjęłam płaszcz i oddałam do szatni.Pierwszy miałam wykład w sali numer 22.Na korytarzu spotkałam moją przyjaciółkę Amandę.Podeszłam do niej.




-Hej Amanda nauczyłaś się na wypowiedź?




Zapytałam ciekawa czy w końcu wzięła się za naukę.Była dobra z pisarstwa, ale bardzo leniwa, przez co o mało jej nie wywalili, ale widocznie sporo zapłaciła za kontynuowanie nauki.




-O. Hej Holly.Nauczyłam się coś tam.W końcu muszę zdać.Rodzice mnie już cisną, że wydają tyle kasy, a ja się nie staram nawet.Nie dają mi spokoju.Teraz nawet nie chcą mi kasy pożyczać przez studia, a to wszystko dlatego, że o mało mnie nie wywalili.




Spojrzałam na nią.Tak szczerze to rozumiałam jej rodziców.Mimo,że byli bogaci to nie znaczyło, że mieli płacić za nic, bo ona woli się obijać.Sama nie wiem, po co wogule szła na studia, jak teraz nie chce jej się nic robić.Gdy tak rozmawiałyśmy chwilkę, zadzwonił dzwonek, więc poszłam na salę.Zajęłam swoje miejsce i zaczęłam słuchać.Wykład był bardzo ciekawy, a następnie wypowiedzi innych osób.Oczywiście nie wszyscy byli przygotowani.Ja miałam wystąpić jako ostatnia.Wstałam i poszłam na środek.Przedstawiłam swoją wypowiedź dokładnie, zrozumiale i prosto, za co dostałam 6.Takie wypowiedzi były dla mnie pestką, gdyż byłam straszną gadułą, jeśli oczywiście nadarzył się ciekawy temat.Tak też minęły dwie kolejne lekcje.Dopiero o godzinie 14.25 wróciłam do domu.Na samym wejściu coś mnie zaniepokoiło.W domu było cicho, a przecież rodzice mieli tylko rano jechać na zakupy.Nie było również ich samochodu.Weszłam do domu i sprawdziłam wiadomości, na sekretarce.Nic ciekawego tam nie było.Położyłam torbę na kanapie i poszłam sobie robić jedzenie.Gdy właśnie Ktoś zapukał do drzwi.Otworzyłam je, dziwiąc się wizytą policjanta.




-Witam panie władzo czy coś się stało?




Zapytałam, patrząc na niego.Wyglądał jakoś dziwnie, jakby zapowiadał złą nowinę.




-Może pani zechce usiąść Panno Grenger.Mam dla Pani złą wiadomość.Pani rodzice mieli wypadek pół godziny temu.Samochód staną na torach, gdy jechał pociąg.Bardzo mi przykro, ale niestety oboje zginęli na miejscu.Nie mieli szansy przeżyć ani uciec, to działo się za szybko.




Gdy policjant jeszcze mówił, zachwiałam się na nogach, nie wierząc w jego słowa.Nie…to nie mogła być prawda.Moi rodzice nadal żyli, na pewno.To tylko pomyłka.Musiała być pomyłka.Pobladłam.Zrobiło mi się słabo, więc usiadłam.




-Nie to nie mogą być oni.Mieli tylko jechać na zakupy.Tylko zakupy.Przecież codziennie na nie jeździli.Auto było sprawne.To nie możliwe.




Po moich policzkach spływały łzy.W jednej chwili zawalił mi się cały świat.Straciłam najbliższe mi osoby.Nie wiedziałam co robić.




-Przepraszam, że przekazuję Pani tę wiadomość.Rzeczy Pani rodziców można będzie odebrać w każdej chwili.




Gdy policjant wyszedł, rozpłakałam się na dobre.Nie wiedziałam co robić.Zadzwoniłam więc do wujka Mike, by powiadomić go o tym.Był bardzo mi bliski, ale dawno się z nim nie widziałam.Ożenił się już dawno z kobietą i przygarnął jej syna starszego ode mnie o 3 lata, gdyż miał wtedy 10 lat a ja tylko 7 i wyjechał do Europy,a ze Stanów było daleko.Jedynie czasem pisaliśmy do siebie e-maile.Wujek sam wychowywał przybranego syna, gdyż pięć lat później jego żona Irina zmarła w tragicznym wypadku.Bardzo cierpiał po jej stracie, ale nigdy nie zostawił jej syna.gdy powiedziałam mu, obiecał przyjechać wraz z Williamem.Byłam ciekawa, jak teraz wygląda.Pamiętam go jedynie z dzieciństwa i zdjęć zrobionych w tamtym okresie.Zadzwoniłam na uczelnie, by powiadomić ich o mojej sytuacji.Nie miałam teraz głowy do szkoły.Chciałam, tylko by oni żyli.By to się nie stało.Chciałam cofnąć czas, aby móc zatrzymać ich, lecz to nie jest możliwe niestety.Cały dzień przesiedziałam w łóżku, płacząc.Wychodziłam tylko do łazienki czy kuchni.Okropnie się czułam.Wieczorem byłam tak zmęczona, jak nigdy, że zasnęłam dość szybko i wcześnie.Miałam koszmary o śmierci rodziców.Płakałam przez sen i ich wołałam.Budziłam się często.Dopiero nad ranem spokojnie zasnęłam.Obudziłam się po 11 godzinie przez okropny hałas.Na początku myślałam, że to rodzice, ale przypomniało mi się niestety, że ich już nie ma.Zeszłam na dół i wyjrzałam przez okno.Byłam ubrana w piżamę.Zobaczyłam, że to wujek przyleciał prywatnym śmigłowcem.Nie zdziwiło mnie to gdyż był człowiekiem zamożnym prowadzącym najlepsze restauracje na całym świecie.Wybiegłam do niego, nie zastanawiając się moim wyglądem.Gdy tylko wysiadł, przytuliłam się do niego.




-Och wujku.Oni…oni…ich już nie ma.Zostawili mnie.




Rozpłakałam się w jego ramionach.




-Nie płacz dziecinko.Wszystko będzie dobrze.Po pogrzebie zabiorę Cię do siebie.Tam zaczniesz od nowa.Wszystko będzie dobrze obiecuję,a teraz przestań płakać.Tym nie przywrócisz im życia, a tylko ich zmartwisz.Zawsze będą przy tobie.Z nieba będą widzieli Cię cały czas.




Powiedział, gdy przytulał mnie jedną ręką,a drugą gładził po włosach.Był już starszym człowiekiem.Przetarłam oczy i spojrzałam na niego.




-Dziękuję, że przyjechałeś.Sama nie dałabym sobie rady.Zostałeś mi tylko ty wujku.Teraz trzeba wszystko przygotować,zorganizować.Dodatkowo uczelnia.Sama nie wiem jak, to będzie.A gdzie William?Mówiłeś, że przyjedzie?




Zapytałam, patrząc na wujaszka.




-Wyjmuje bagaże.Zostaniemy na trochę.




Gdy zobaczyłam Williama, zaczęłam żałować, że nie umalowałam się i ubrałam przed wyjściem.Nie był już dzieckiem, a dobrze zbudowanym, umięśnionym mężczyznom o blond włosach, idealnej sylwetce i dość wysoki.Jego strój również leżał na nim idealnie jakby szyty na miarę.Nie przypominał w niczym dawnego Willa, wszystko się w nim zmieniło oprócz tych jego głębokich granatowych oczu.Jego oczy były hipnotyzujące, można by w nich utonąć.Poprawiłam szybko ręką włosy i piżamę.




-Cześć Will.Pamiętasz mnie jeszcze?Taka mała, czarne włosy, cała w siniakach.




Powiedziałam, lekko poprawiając sobie humor na samo wspomnienie dawnych czasów.Byliśmy wtedy najlepszymi przyjaciółmi.Gdy wyjeżdżał, z powrotem do domu po wakacjach, tęskniłam za nim i to bardzo.




-Jak bym cię mógł nie pamiętać Holly.Byłaś najlepszą przyjaciółką pod słońcem.Zawsze mogłem na Ciebie liczyć.A teraz ty możesz liczyć na mnie.Z tatą przyjechaliśmy ci pomóc zorganizować tutaj wszystko, a potem wrócisz z nami.




Gdy przytulił mnie, po przyjacielsku, moim ciałem wstrząsnął lekki dreszczyk, a serce zabiło mocniej.Wciągnęłam jego zapach do płuc.Mmm…Pachniał cudnie.







Ciąg dalszy pojawi się wkrótce

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz