Obserwatorzy

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział II





…Minął tydzień, odkąd zamieszkałam u przyjaciółki i podjęłam pracę w miejscowej gazecie.Nie chciałam, abyś rozpoznawana więc używałam innego nazwiska i imienia.Bałam się, że William odnajdzie mnie.Nie chciałam go znać.Zranił mnie i to dosłownie.Czułam się oszukana.Mówił, że mnie, zapewniał mnie o tym, a ja głupia po prostu tak od razu mu uwierzyłam.Tym razem nie wyrwał mi tylko serca, bo zostawił również znak po sobie.Dziecko…Dotknęłam odruchowo brzucha.Na razie był niewidoczny, ale czułam już, że będzie miało to, co najlepsze.nie pozwolę, aby czegoś brakowało mojemu dziecku.Wychowam je sama, bez jego pomocy.Niech teraz zajmuje się swoją kochanką.Na wspomnienie tamtej chwili w oczach pojawiły mi się łzy.Co noc śniły mi się koszmary, co noc śniło mi się, jak mnie zdradza, na moich oczach i śmieje się z mojej naiwności.Gdyby nie moja przyjaciółka nie wiem czy dałabym radę tak dalej ciągnąć.Ona pomogła mi z najść pracę i wrócić do normalnego w miarę trybu życia.Rozglądałam się za domem w mieście.Byłam umówiona z agentem nieruchomościami w południe, niedaleko wydawnictwa, w którym pracowałam.gdy skończyłam pracę, pojechałam od razu na miejsce spotkania.Jak tylko ujrzałam dom, postanowiłam go kupić.Był przepiękny.Taki, o jakim marzyłam.Białe ściany, nie za duży i przytulny, a dodatkiem był bardzo przystojny mężczyzna stojący w otwartych drzwiach.Zaparło mi dech w piersiach.Wow…on jest obski.Pomyślałam, natychmiast się uspokajając, miałam dość jak na razie mężczyzn.Podeszłam w swojej letniej sukience i balerinach do niego z uśmiechem na ustach.Miałam nadzieję, że wyglądał w miarę dobrze.Z jakiegoś powodu zależało mi na tym, co o mnie pomyśli.




-Witam panno Stan.Jestem Matt Wesley.miło mi panią poznać.




Mówił z australijskim akcentem,a ta jego skóra,taka opalona.Mmm…Och co ja myślę muszę przestać o tym myśleć.Nakazałam sobie w myślach.Spojrzałam mu w oczy.




-Dzień Dobry mi również miło pana poznać.Dom jest piękny i spełnia moje oczekiwania.Zapewne również w środku jest tak cudowny i jeśli to możliwe podpisałabym nawet dzisiaj umowę kupna.




Powiedziałam z uśmiechem do mężczyzny.Był wysokiej postury,szerokie ramiona, brązowe oczy, blond włosy i cudowną oliwkową cerę.Miałam ochotę go pocałować.Ale to nie tak niewinnie.




-Zapewniam panią, że tak jest.Umowa oczywiście jest możliwa do podpisania dzisiaj, jeśli tylko pani jest gotowa kupić ten dom.Nie potrzebuje on remontu i jest doskonały dla pani dziecka.




No właśnie dla mojego dziecka.Przez nie bałam się spróbować poderwać go.Jak tak idealny facet mógłby zaakceptować nie swoje dziecko i pokochać je.Westchnęłam smutna.




-Tak to prawda.Będzie miało tylko mnie i chcę, aby niczego mu nie brakowało.Może to nie to samo co oboje rodziców, ale no cóż…Na byłego męża nie mam co liczyć.Zajęty jest swoją kochanką.




Westchnęłam.Na razie chciałam się wstrzymać z rozwodem, ale wiedziałam, że to już koniec.Nie chciałam znowu tego przeżywać.




-Bardzo mi przykro.Mam nadzieję, że nie stracisz wiary w mężczyzn i w miłość, bo ona na pewno na ciebie czeka.




Kiwnęłam głową.Gdy skończyliśmy spisywać umowę, spojrzałam na niego.Podczas tych paru dziesięciu minut zerkałam chwilami na niego.Może nie było to takie samo uczucie co do Willa, nie tak elektryczne i pasjonujące, ale spokojne i miłe.Miałam już wsiadać, gdy Matt podszedł do mojego auta i stanął przy drzwiach.




-Może miałabyś wybrać się w weekend do kina i na kolację?







Spojrzałam na niego.Czemu nie…Pomyślałam.




-Z wielką przyjemnością.Będę gotowa w weekend o 16 godzinie.




Powiedziałam i pożegnałam się z nim.Wróciłam do domu przyjaciółki.

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział II



…Szczerze?Wierzyłam w jego słowa bo go kochałam ale miłość jest zgubna.Za każdym razem tak było i tak też będzie pewno i tym razem.Wiedziałam to już teraz ale chciałam choć mieć jedną chwilę szczęścia.Odnowiliśmy przysięgę małżeńską miesiąc po moim zajściu w ciążę.chcieliśmy by tym razem było dobrze.Ale jednak mimo zapewnień Willa coś mnie niepokoiło.Wracał dość często późno gdy w tym czasie powinien być już w domu.Gdy dzwoniłam do biura nikt nie odbierał.Nabierałam podejrzeń ale nie chciałam nic psuć.W końcu byłam szczęśliwa i nie chciałam się z nim kłócić.


Miesiąc po miesiącu zbliżał się termin porodu,a Will coraz częściej wracał późno i okazywał mi mniej troski.Wszystko szło codzienną rutyną,aż gdy pewnego popołudnia gdy gosposia sprzątała dom,a ja siedziałam zadzwonił dzwonek do drzwi.Poszłam otworzyć.W nich stanęła jakaś nieznajoma kobieta w ciąży z tego co widziałam.Jakiś 2 miesiąc.


-Witam czy zastałam Williama?Muszę z nim pilnie porozmawiać.


Powiedziała do mnie nieznajoma.Co to za kobieta?Pomyślałam sobie.


-Nie niestety mojego męża nie ma jest w pracy czy mogę coś mu przekazać?


Ona natomiast spojrzała na mnie ze współczuciem w oczach i położyła dłoń na swoim brzuchu.


-To on ma żoną?Przepraszam nie powinnam przychodzić ale…Dwa miesiące temu no cóż powiem wprost mimo pani stanu ale nie chcę by kogoś oszukiwał.Jesteśmy ze sobą ale od paru tygodni nie kontaktuje się ze mną.Miał dziś ze mną iść na wizytę u lekarza.


Gdy powiedziała,że to jego dziecko myślałam,że zemdleję.Jak on mógł!Drań!Tyle razy mówił mi,że mnie kocha i przyrzekał,że więcej mnie nie zrani.


-Przepraszam proszę skontaktować się z nim inaczej.


Powiedziałam i zamknęłam drzwi.W oczach miałam łzy.Spojrzałam na gosposie.


-Panno Stan to na pewno jakieś nieporozumienie poczeka pani na męża.


Powiedziała ale ja już w tej chwili jej nie słuchałam.Poszłam do sypialni i zaczęłam się pakować.Nie chciałam już nigdy więcej go widzieć.Tak mi obiecywał,to wszystko było kłamstwem.jak mogłam pomyśleć,że się zmienił.On nigdy się nie zmieni!Nie potrafi się ustatkować.Kochałam go ale widocznie on mnie nie.Spakowałam wszystkie swoje najważniejsze rzeczy i wsadziłam walizkę do samochodu.Było Listopadowe popołudnie i robiło się już chłodno więc założyłam płaszcz i jesienne kozaczki.Wsiadłam do samochodu patrząc na gosposię.


-Proszę mu przekazać,że dla niego nie istnieję.nie chcę więcej kłamstw.


Gdy jej to przekazałam odjechałam szybko.Pobrałam wszystkie pieniądze z konta i zlikwidowałam konto.Wsiadłam w samolot do Waszyngtonu gdzie mieszkała moja przyjaciółka ze studiów i w liście pisała kiedyś bym do niej przyjechała.Po lądowaniu zabrałam bagaż i wyjęłam jej list by sprawdzić adres jej zamieszkania.Miałam zamiar zacząć od nowa.Wzięłam taksówkę,która zawiozła mnie na miejsce.Wysiadłam i podeszłam do drzwi.Zapukałam.Otworzyła mi Maggie.


-Holly to ty?Wow nie poznałam cię w pierwszej chwili.A gdzie twój mąż?Pozwolił ci samej lecieć w ciąży?


Spojrzałam na nią ze łzami w oczach.


-Nienawidzę go.Dla mnie nie istnieje.On…on będzie miał dziecko z inną.Dzisiaj przyszła do jego domu.Och Mag on mnie okłamywał przez tyle miesięcy a ja głupia mu wierzyłam.


Przytuliłam się do przyjaciółki.Weszłam do środka i postawiłam walizkę.cieszyłam się,że mogę z kimś porozmawiać.Z Maggie zaprzyjaźniłam się na studiach gdyż studiowałyśmy ten sam wydział i miałyśmy podobne charaktery.Zwierzałyśmy się sobie nawzajem ze wszystkiego.Tego wieczora rozmawiałyśmy do bardzo późna.Następnie Mag zaprowadziła mnie do pokoju gościnnego.Wzięłam prysznic i założyłam koszulę nocną.Położyłam się na łóżko.Patrzyłam w sufit myśląc ciągle o Willu.Tak bardzo go kochałam.Zablokowałam jego numer w komórce.Nie chciałam utrzymywać z nim kontaktu więcej.Miał szansę i wszystko zmarnował.Dopiero po paru godzinach leżenia na łóżku zasnęłam.Następnego dnia miałam zamiar zacząć szukać sobie pracy i domu dla mnie i dla dziecka blisko Mag.Wiedziałam,że mogę liczyć na nią.Była dla mnie jak siostra.







William Stan



Holly Grenger-Stan

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział I i II



Nad ranem obudził mnie dźwięk dzwonka w telefonie.Odebrałam zaspana i zła, że przerwano mi spanie.


-Tak?


Zapytałam, nie wiedząc kto to.


-Witam z tej strony William Turner.Czytałem właśnie twoje teksty.Są świetne.Wczoraj jako jedynej cię nie było.Chciałbym móc osobiście ci pogratulować i uścisnąć dłoń.Więc proszę, wpadnij dziś do mnie, do biura jak przyjdziesz do pracy.


-Czy dzwonisz tylko po to, by mi pogratulować tak rano?Nie mogłeś poczekać, aż przyjadę do pracy.


Z rana byłam zawsze opryskliwa, a zwłaszcza gdy wyrwano mnie z błogiego snu.


-Jeśli nie chcesz się spóźnić, to radziłbym ci już wstać.Do zobaczenia u mnie w biurze.


Powiedział i się rozłączył.Odłożyłam słuchawkę i spojrzałam na zegarek.


-O cholera!


Powiedziałam od razu przebudzona.Miałam mało czasu, ale postanowiłam się nie spieszyć.Wzięłam prysznic, umalowałam się, założyłam dżinsowe rurki i elegancką koszulę, a do tego szpilki.Włosy spięłam w niesforny kok.Z racji tego, że był Listopad, założyłam okulary przeciw słoneczne.Wychodząc, spojrzałam jeszcze raz w lustro, a następnie wsiadłam do samochodu.Do pracy trochę się spóźniłam.Od razu usiadłam do swojego boksu i zaczęłam pisać.Po paru minutach niestety z pisania wyrwał mnie telefon.


-Tak słucham?



-Holly prosiłbym byś przyszła do mnie, gdyż potem mam spotkanie.


To był Will.Nadal miał taki mocny, wyraźny głos.


-Dobrze zaraz przyjdę.


Powiedziałam, nie mając zamiaru przed nim uciekać.Nie zwolni mnie, bo jestem najlepsza.Wstałam i poprawiałam spodnie oraz bluzkę.Wchodząc do biura Willa, zapukałam i weszłam.Stał wpatrzony w widok za oknem.


-Już jestem.Muszę jak najszybciej wrócić do pracy.


Gdy to mówiłam, spojrzał na mnie.Widać było w jego oczach złość.Przestraszył mnie trochę.


-Jak długo chciałaś przede mną się ukrywać?I jakim prawem zmieniłaś nazwisko.


Odsunęłam się bliżej drzwi, by móc wyjść jak najszybciej.


-Pracuję tu już od 4 lat.Jestem najlepszą dziennikarką.Nie miałam zamiaru się ukrywać.Zmieniłam nazwisko, bo nie chciałam, abyś wstydził się za mnie.Chciałam zacząć pracować sama na siebie.I teraz chciała, abym rozwodu.Przez 7 lat zbierałam się, by poprosić o rozwód, ale nie miałam odwagi.Więc teraz to mówię.Nasze małżeństwo nie istnieje od 7 lat więc czas na rozwód.


Spojrzałam mu w oczy.Podszedł do mnie.Moje ciało zadrżało na jego dotyk.Nadal go pragnęłam, ale zranił mnie.Możliwe,że nadal go kochałam, ale on mnie zdradził.Odsunęłam się do ściany.Wtedy on przyciągnął mnie od siebie i zrobił coś, co mnie bardzo zaskoczyło.Pocałował mnie.Spojrzałam mu w oczy.


-Nie będzie rozwodu.Matko Holly nawet nie wiesz ile ja świata, za tobą przemierzyłem.Szukałem Cię wszędzie.Tak się zamartwiałem.Coś ty sobie myślała, tak nagle odchodząc.Dopiero 2 lata temu zrezygnowałem z poszukiwań, bo rzuciłem się w wir pracy.


Spojrzałam na niego.Wiedziałam,że zawsze mi mówił prawdę,nie miał powodu kłamać.O romansie też by mi powiedział, gdyby tylko zdążył.Na ustach nadal czułam jego wargi.Nadal świetnie całował.


-Will ja chcę rozwodu.Nie potrafię z Tobą żyć, po tym jak mnie zraniłeś.Nasze małżeństwo to przeszłość.Kochałam Cię, a ty mi to zrobiłeś i to z najlepszą przyjaciółką.Nosiłam nasze dziecko w brzuchu.Ty natomiast po jego śmierci odwróciłeś się ode mnie.Znowu zacząłeś pracować.Wcześniej nie rozumiałam, dlaczego tak chętnie wyjeżdżasz, ale teraz wiem.Ja też uwielbiam podróże, ten dreszczyk emocji i niebezpieczeństwa.Kocham wręcz to.Dziwię się tobie, że usiedziałeś w domu przy mnie tyle czasu.Mam nowe życie, które kocham i nie chcę wracać do starego.


Patrzyłam na niego.Wyglądał jak posąg.Doskonały posąg.


-Od jutra już nie będziesz jeździła nigdzie, sama beze mnie.nie pozwolę byś, narażała swoje życie, bo inaczej skreślę cię z zagranicznych reporterów.Wiem, zraniłem cię i żałuję tego okropnie.Byłem pijany, a ona mnie uwiodła.Odkąd odeszłaś, nie spotkałem się z nią i z żadną inną kobietą.Teraz znalazłem cię po tylu latach rozłąki.Nie chce cię ponownie stracić.Nie dopuszczę do tego.


Gdy mnie przyciągnął i ponownie pocałował, ugięły się pode mną nogi.Byłam taka słaba przy nim i krucha.Był całym moim światem kiedyś, ale teraz miałam pracę.Zdradził mnie, a mimo to nadal go kochałam i to po tylu latach.


-Nie możesz mnie skreślić.Proszę nie.To cały moje życie.Mam tylko to.Nie potrafię siedzieć przy biurku cały czas.Nie rób mi tego, bo odejdę.Zacznę gdzie indziej pracę.


Powiedziałam, przytrzymując się jego, by nie upaść.


-Wystarczy moje słowo i nie znajdziesz nigdzie pracy, ale nie chcę cię zwalniać dlatego wolę jeździć z tobą niż sadzać się przy biurku.Wróć do mnie.Daj mi jeszcze jedną szansę.


-Will muszę się zastanowić.Daj mi, proszę czas.Chce to przemyśleć.Bardzo mnie bolała twoja zdrada.Muszę to przemyśleć.Przyjedź do mnie wieczorem, jeśli chcesz znać odpowiedź.Przygotuję kolację, bo znając życie, jadasz niezdrowe dania i nie gotujesz sam.


Wyśliznęłam mu się z objęć i wyszłam z biura.Nadal czułam jego usta.Moje serce biło jak szalone.Nic się nie zmienił od tamtego czasu.Nadal był seksowny i okropnie przystojny.Bałam się dać mu drugą szansę, by ponownie nie cierpieć, ale z drugiej strony chciałam naprawić wszystko.Kochałam męża po mimu tak długiej rozłąki.Wciąż na mnie działał.Przy nim traciłam kontrolę zawsze i nadal tak jest.Czuję się przy nim bezpieczna.Skończywszy pracę, pojechałam do domu.Wzięłam prysznic, ubrałam się w sukienkę i zaczęłam gotować kolację.Chciałam, aby mu smakowało, więc bardzo się starałam.Gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.Otworzyłam je.


-O już jesteś.Wchodź, zaraz podam kolację i porozmawiamy.


Powiedziałam i zamknęłam za nim drzwi.Wzięłam od niego wino, które przyniósł i postawiłam na przygotowanym już stole.Poszłam do kuchni i przyniosłam talerze, sztućce i kieliszki.Postawiłam wszystko na stole i przyniosłam kolację.Nałożyłam mu i sobie.Usiadłam naprzeciw niego.


-Mam nadzieję, że będzie smakowało.


Po moim ciele przeszedł dreszcz, gdy spojrzał na mnie.


-Dziękuję za zaproszenie.Holly, gdybym mógł naprawić wszystko, zrobiłbym to.Przez te lata zadręczałem się, że przeze mnie coś ci się stało, że to moja wina, bo za dużo wypiłem i uległem innej.


Upiłam łyk wina.Spojrzałam mu w oczy.


-Zabolała mnie bardzo twoja zdrada, ale nigdy nie przestałam cię kochać.Will przez te lata.Tęskniłam za tobą, ale nie chcę być ponownie zraniona.Wystarczył raz.Zostańmy przyjaciółmi.Może z czasem będzie to coś więcej, ale sama nie wiem.Boję się po prostu.


Wiedziałam, że pragnął czegoś więcej, ale na tę chwilę nie mogłam nic więcej mu dać.


-Rozumiem cię.Mam nadzieję, że jako przyjaciele nie będziemy siebie okłamywać.Tak jak to było kiedyś, pamiętasz?Zero kłamstw.


-Dobrze zero kłamstw.


Powiedziałam.Zjedliśmy razem kolację i wypiliśmy wino.Z magnetofonu leciała romantyczna muzyka.Zaczęliśmy tańczyć.W czasie tańca on mnie pocałował, a ja odwzajemniłam.Gładził dłońmi moje plecy.Wyjęłam jego koszulę ze spodni, nie przestając odwzajemniać pocałunków.Nie umiałam oprzeć się jemu.To było silniejsze ode mnie.Poczułam, jak rozpina moją sukienkę.Pozwoliłam, aby ją zdjął ze mnie.Ja zdjęłam jego koszulę.Poprowadziłam go do sypialni.Byłam już trochę pijana.Całowaliśmy się namiętnie.Spędziliśmy razem, wspaniałą noc nie myśląc o zabezpieczeniu się.To było nie ważne.Rano, gdy się obudziłam, on stał w drzwiach ze śniadaniem na tacy.Był taki seksowny.


-Hej.


Powiedziałam, rumieniąc się jak dziecko.Przykryłam swoje nagie ciało kołdrą i usiadłam.


-Witaj.Pozwoliłem sobie przygotować śniadanie dla ciebie.Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe.


-Nie nic się nie stało.Już nie pamiętam, kiedy ktoś mi zrobił śniadanie.To miłe z twojej strony.Wypijesz ze mną kawę.


Gdy jedliśmy i rozmawialiśmy razem, czułam się dobrze w jego towarzystwie.Było jak za dawnych czasów.Chciałam do tego po części wrócić.


-Po południu mam samolot do Szanghaju.Jest tam jakaś afera z wybuchem.Więc muszę zaraz zacząć się szykować.Proszę, pozwól mi, ten jeden raz pojechać samej.Umiem się obronić.Możesz zatrudnić ochroniarza, jeśli tak się martwisz.Podczas tych dwóch tygodni będę mogła wszystko przemyśleć.


Powiedziałam, patrząc na niego z prośba w oczach.


-Dobrze ten jeden raz, ale proszę, dzwoń do redakcji co wieczór.


Kiwnęłam głową twierdząco i poszłam się szykować do wyjazdu…



Rozdział II


Miesiąc później…Pracując w domu, mogłam zadbać o siebie i nie martwiłam się o nic.Po przeprowadzce do Willa sprzedałam moje mieszkanie i przeniosłam swoje rzeczy do niego.Tak jak Will obiecywał, był cały czas przy mnie.Tym razem nie zapomniał o pierwszej wizycie u ginekologa.Gosposia zajmowała się domem.Obiady gotowałam sama, gdyż chciałam.Lubiłam gotować, gdy byłam mała i teraz też.Kochałam Williama, więc nie miałam nic przeciwko, wspólnemu mieszkaniu w końcu byłam przecież jego żoną i spodziewaliśmy się dziecka.Na samą myśl o dziecku się cieszyłam .Mim, że to pierwszy miesiąc już się cieszę i to bardzo.Nie mogę się doczekać, kiedy poznamy płeć dziecka.Wiemy jedynie, że urodzi się 24 grudnia.W święta.Może to coś znaczy.Sama nie wiem

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział I



Razem z wujkiem i Willem jedliśmy kolacje.Nie potrafiłam, nie zerkać na niego.Był taki pociągający.Bardzo zszokowała mnie, jego przemiana na lepsze.Nie tylko wyglądał świetnie, ale i gotował równie dobrze.Kolację przyrządził on, gdyż wujek nie zgodził się, abym w takim stanie coś robiła.Był dobrze wychowany, o czym świadczyło jego zachowanie.Budził we mnie dotąd, nieznane emocje co mnie przerażało.



-Wujku ale nie sądzisz, że powinnam zostać tutaj?Przecież ja się uczę jeszcze i nie mogę tak nagle przerwać nauki.Wiem, że będzie mi ciężko tak żyć, a zwłaszcza bez rodziców, ale powinnam sobie jakoś poradzić.Mam tu znajomych w końcu przecież.Doceniam to, że chcesz mi pomóc, ale nie chcę wyjeżdżać.



-Kochana nic nie rozumiesz.Rodzice mieli problemy finansowe.Nie chcieli cię tym martwić.Chciałem im pomóc, ale nie przyjęli mojej pomocy.Twój tata sporo przegrał w kasynie.Pod zastaw dał dom.Po ich śmierci ten budynek należy do banku.Przykro mi, że dowiadujesz się tego ode mnie.


Spojrzałam na wujka, nie wierząc jego słowom.Przecież jak tata mógł być taki głupi.Na co dzień był przecież bardzo rozsądny.Zjadłam kolację i wstawiłam naczynia do zmywarki, a następnie poszłam wziąć prysznic.Z przyzwyczajenia nie wzięłam ze sobą piżamy, bo zawsze owijałam się ręcznikiem.Gdy byłam już odświeżona, wyszłam tylko w ręczniku na korytarz, tym samym wpadając na Willa.Gdy na niego spojrzałam, moje policzki się zaróżowiły.Poczułam, jakby piorun mnie trafił.Mimo że nadal byłam wstrząśnienia tym, co zrobił tata, zapomniałam o tym od razu.



-Przepraszam.


Tylko to potrafiłam wydukać, zawstydzona.Kurczowo trzymałam ręcznik, by mi się nie zsunął niżej.


-Nic się nie stało Holly.Powinnaś położyć się spać i odpocząć.Widać, że jesteś wycieńczona i zrozpaczona.Rozumiem twój ból po stracie rodziców, bo sam straciłem matkę.Tylko tata mi został.On również nie może pochwalić się zdrowiem, dlatego przyjechałem razem z nim, mimo interesów w Europie.Muszę go pilnować, by brał leki i się oszczędzał.Gdy powiedziałaś mu przez telefon o wypadku, o mało nie zasłabł.Mimo że nasi rodzice nie utrzymywali stałego kontaktu ze sobą to byli bardzo zżyci.Mój i twój tata w końcu przecież byli braćmi.Wychowali się razem.Niestety takie to już jest życie.Nie możemy niczemu zapobiec, bo i tak co ma się stać to się stanie.




Gdy tak mówił po moich policzkach, zaczęły spływać łzy.O cholera.Nie chciałam przy nim płakać.O nie.Wytarłam dyskretnie dłonią łzy.Wiedziałam dokładnie, jak przeżył śmierć matki, bo byłam przy nim wtedy.Ja również wtedy ubolewałam nad jej śmiercią.Lubiłam ciotkę.Przytuliłam się do niego, nadal trzymając ręcznik.




-Dziękuję,że przyjechaliście.Mam tylko was.Gdybym tylko wiedziała, że wujek nie czuje się najlepiej nie dzwoniłabym do niego, ale do ciebie.Przepraszam




Powiedziałam, patrząc na niego.Odsunęłam się.Nie miałam pojęcia,że wujek jest chory.Zawsze wyglądał na zdrowego i pełnego energii.




-Dobranoc Williamie




Powiedziałam, wchodząc do pokoju.Przed zamknięciem drzwi usłyszałam „Dobranoc Holly”. Założyłam komplet bielizny i koszulę nocną.Położyłam się na łóżku i otuliłam kołdrą.Słyszałam odgłos telewizora.Leżałam trochę, płacząc w poduszkę.Następnie ogarnęła mnie senność i nadeszła ciemność.Następnego dnia obudziło mnie dopiero pukanie do drzwi.




-Proszę.




Wybełkotałam zaspana, przecierając oczy dłońmi.W drzwiach pokoju stanął Will.




-Śniadanie jest już gotowe.Zaraz zejdzie też tata.Następnie jedziemy załatwić wszystko w sprawie pogrzebu.




Spojrzałam na niego.Nie przyśniła mi się jego uroda.On naprawdę był taki przystojny.Poprawiłam włosy.Kiwnęłam tylko głową na potwierdzenie, że zejdę.Wstałam z łóżka, wzięłam szybki prysznic, umalowałam się delikatnie i ubrałam w sukienkę do kolan czarną.Zeszłam do jadalni, gdzie już czekał wujek i Will.Zajęłam miejsce i nałożyłam sobie jajecznicy z bekonem.




-Wyspałaś się kruszynko?




Zapytał mnie wujek, a ja odpowiedziałam szybko, mówiąc prawdę.




-Szczerze mówiąc to tak.Wyspałam się.




Zjadłam szybko i pozmywałam.Gdy mieliśmy jechać, wzięłam torebkę i przejrzałam się w lusterku.Zeszłam do salonu.




-Jestem gotowa.Możemy jechać.




Powiedziałam niepewnie.Nie chciałam jechać, ale musiałam niestety.To byli moi rodzice.Resztę dnia zajęło nam załatwianie przygotowań do pogrzebu.Chcieliśmy, aby pogrzeb był jutro.Miałam na szczęście przy sobie wujka i Willa.Wieczorem, gdy oznajmiłam, że idę na spacer.William z chęcią mi towarzyszył.Chodziliśmy po całym mieście.Rozmawialiśmy bardzo dużo, co zbliżyło nas bardziej ku sobie.




Tydzień po pogrzebie poleciałam samolotem, z Williamem do Mediolanu gdzie mieszkali.W ciągu tego tygodnia bardzo zbliżyłam się z Willem.Wspierał mnie i był przy mnie zawsze, gdy go potrzebowałam.Doszło tylko do jednego pocałunku, ale moje ciało pragnęło go nadal.Gdy zamieszkałam w Mediolanie, wszystko się zmieniło.Will bardziej zaczął zabiegać o moje względy, co mu się udało bardzo szybko.Zakochałam się w nim.Wszystko działo się szybko.On z tego, co się dowiedziałam, był dziennikarzem.Dość często wyjeżdżał, a ja się bardzo martwiłam.Gdy w końcu skończył mu się kontrakt, wrócił do domu.Znowu zaczęliśmy się spotykać.Gdy po czterech miesiącach poprosił mnie o rękę, zgodziłam się bez wahania.Wtedy tak myślałam.Ceremonia ślubna była skromna.Był tylko wujek i świadkowie.Nasze małżeństwo kwitło z dnia na dzień.Miesiąc miodowy spędzony w Bułgarii okazał się wspaniały, namiętny i pełen seksu.Nie wychodziliśmy praktycznie z łóżka.Oboje pragnęliśmy siebie nawzajem.Było nam ze sobą dobrze.Wujek również cieszył się z naszego szczęścia, dopóki nie nadszedł jego dzień.Oboje z mężem przeżyliśmy jego śmierć, lecz żyliśmy dalej.Niestety ta sielanka się skończyła.Spałam wtulona w męża w naszym nowym domu po wspaniałym seksie.




-Kochanie ja muszę jechać.W Iraku jest afera i mam to opisać.Zobaczymy się, jak wrócę.




Gdy to powiedział, od razu się obudziłam i spojrzałam na niego.




-Will zostań.tam jest niebezpiecznie jeszcze coś ci się stanie.Nie pozwalam ci.Masz zostać tutaj.Wiesz dobrze, że nie mogę się denerwować w ciąży, a będę i to bardzo, gdy wyjedziesz.
Patrzyłam, na niego trzymając się za brzucho.To był już 6 miesiąc ciąży.Miała to być dziewczynka, Linda.

-Holly, Holly, Holly czy ja kiedykolwiek nauczę się ci odmawiać?Wystarczy twe spojrzenie, a zrobię dla ciebie wszystko.Zadzwonię do redakcji i powiem,że nie mogę jechać, bo muszę zająć się moją kochaną żoną.Dobrze?

Ucieszyłam się i zaśmiałam.Przytuliłam się do niego.

-Wspaniale.A teraz zadzwoń i wracaj tu do mnie do łóżka, bo mam na Ciebie ochotę misiu.

Od tamtej pory Will wyjechał tylko dwa razy, ale w bezpieczne miejsca.Był bardzo opiekuńczy i kochany.Był przy mnie, gdy go potrzebowałam, zawłaszcza, wtedy gdy w 8 miesiącu ciąży urodziłam wcześniaka.Dziecko okazało się martwe.Rozpaczałam przez dłuższy czas.Po pogrzebie naszego maleństwa nasze stosunki się pogorszyły.On zaczął wyjeżdżać w sprawach służbowych.Ja martwiłam się o niego okropnie.Raz zdarzyło się, że ledwo uszedł z życiem.Gdy wrócił wtedy, zrobiłam mu okropną awanturę.Tak było za każdym razem, aż do momentu, gdy dowiedziałam się, że przespał się z moją najlepszą przyjaciółką.Spakowałam swoje rzeczy i wyjechałam do Portugalii, gdzie studiowałam dziennikarstwo.W Lizbonie podjęłam pracę w Rádio e Televisão de Portugal.Przez krótki okres stałam się jedną z najlepszych prezenterek i dziennikarek na świecie.Pokochałam dreszczyk emocji, które dawały mi podróże w niebezpieczne miejsca.Teraz rozumiałam Williama.Ja też pokochałam niebezpieczeństwo.Nie wzięłam rozwodu, ponieważ nie potrzebowałam go.Nie miałam zamiaru ponownie wychodzić za mąż.Nie potrafiłabym zrezygnować z ryzyka dla nikogo.Żyłam na własną rękę,pod własnym panieńskim nazwiskiem.Nie miałam kontaktu z Willem.Zerwałam z nim wszystkie kontakty.

6 Lat Później

Wróciłam właśnie z delegacji z Kazahstanu, gdy dowiedziałam się, że w kierownictwie są zmiany.Dołączył nowy współwłaściciel.Podobno jakiś szanowany dziennikarz.Od tamtej pory zmieniłam się bardzo.Moja sylwetka stała się bardzo kobieca, włosy już nie miałam koloru blond, a brązowego i zamiast krótkich długie do pasa.Dziś miałam je spięte w luźny kok.Na sobie miałam czarne rurki i białą koszulkę.Razem z innymi poszłam na salę konferencyjną, gdzie miał nas przywitać nowy kierownik.Gdy tylko usłyszałam nazwisko Turner, zawróciłam szybko i zabierając swoją torebkę, wyszłam z budynku.To nie możliwe.Jak on mógł kupić udziały.Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, ale tez nie chciałam stracić pracy, dlatego też poszłam na kawę i wróciłam do pracy.Usiadłam w boksie i zaczęłam pisać reportaż z Madrytu.Pisanie przerwał mi telefon.

-Tak słucham?

-Holly nowy szef chce Cię poznać.To William Turner.Lepiej uciekaj z biura.Wyślę cię gdzieś, jak chcesz, bo wiem przecież, że to twój maż.

Greg był moim przyjacielem i pracodawcą.Wiedział o moim nieudanym małżeństwie i to jak bardzo cierpiałam po rozstaniu.

-Greg spokojnie.Odeszłam od niego 7 lat temu.Nie obchodzi mnie on.Nie ma już do mnie prawa.I tak musiałabym z nim się spotkać w sprawie rozwodu.

Po rozmowie dokończyłam szczegółowy reportaż i wróciłam do domu odpocząć po podróży…

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział I



Jak co dzień obudziłam się rano w rodzinnym domu przez hałas codziennego życia.Rodzice już powstawali i nie dali mi spać.Spojrzałam na zegarek.Była już 7.40, a ja miałam na 9 na wykład.Uczęszczałam na studia dziennikarskie.Rodzice bardzo mnie w tym wspierali, przez co doszłam aż tak wysoko.Parę razy moje artykuły ukazały się nawet w gazetach do, których pisałam, ale przede mną jeszcze długa droga.Wstając leniwie z łóżka, rozciągnęłam się i ziewnęłam.Do drzwi zapukała mama.




-Już wstałam.Zaraz zajmuję łazienkę.




Powiedziałam, biorąc z szuflady bieliznę, bluzkę i rurki.Za oknem była wczesna jesień.nie było już zbyt ciepło.Różnorodne liście tworzyły dywan.Wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki, by się odświeżyć.Po szybkim i orzeźwiającym prysznicu ubrałam się,a następnie zaczęłam nakładać makijaż. Wybrałam pudrową szminkę, fluid, tusz, e-liner oraz puder na policzki.Po dokładnym przejrzeniu się w lusterku stwierdziłam, że jestem gotowa.Moje włosy opadały kruczoczarnymi falami na plecy.Wzięłam torebkę i zeszłam po schodów.Pośpiesznie wypiłam kawę, gdyż było już dosyć późno.Założyłam ocieplane botki i wyszłam z domu.Kierując się w stronę szkoły, przypominałam sobie materiał na wypowiedź ustną.Szło mi nieźle, ale tylko dlatego, że zawsze uczyłam się długo i ciężko pracowałam.W nauce nie przeszkadzało mi nic.W budynku uniwersyteckim zdjęłam płaszcz i oddałam do szatni.Pierwszy miałam wykład w sali numer 22.Na korytarzu spotkałam moją przyjaciółkę Amandę.Podeszłam do niej.




-Hej Amanda nauczyłaś się na wypowiedź?




Zapytałam ciekawa czy w końcu wzięła się za naukę.Była dobra z pisarstwa, ale bardzo leniwa, przez co o mało jej nie wywalili, ale widocznie sporo zapłaciła za kontynuowanie nauki.




-O. Hej Holly.Nauczyłam się coś tam.W końcu muszę zdać.Rodzice mnie już cisną, że wydają tyle kasy, a ja się nie staram nawet.Nie dają mi spokoju.Teraz nawet nie chcą mi kasy pożyczać przez studia, a to wszystko dlatego, że o mało mnie nie wywalili.




Spojrzałam na nią.Tak szczerze to rozumiałam jej rodziców.Mimo,że byli bogaci to nie znaczyło, że mieli płacić za nic, bo ona woli się obijać.Sama nie wiem, po co wogule szła na studia, jak teraz nie chce jej się nic robić.Gdy tak rozmawiałyśmy chwilkę, zadzwonił dzwonek, więc poszłam na salę.Zajęłam swoje miejsce i zaczęłam słuchać.Wykład był bardzo ciekawy, a następnie wypowiedzi innych osób.Oczywiście nie wszyscy byli przygotowani.Ja miałam wystąpić jako ostatnia.Wstałam i poszłam na środek.Przedstawiłam swoją wypowiedź dokładnie, zrozumiale i prosto, za co dostałam 6.Takie wypowiedzi były dla mnie pestką, gdyż byłam straszną gadułą, jeśli oczywiście nadarzył się ciekawy temat.Tak też minęły dwie kolejne lekcje.Dopiero o godzinie 14.25 wróciłam do domu.Na samym wejściu coś mnie zaniepokoiło.W domu było cicho, a przecież rodzice mieli tylko rano jechać na zakupy.Nie było również ich samochodu.Weszłam do domu i sprawdziłam wiadomości, na sekretarce.Nic ciekawego tam nie było.Położyłam torbę na kanapie i poszłam sobie robić jedzenie.Gdy właśnie Ktoś zapukał do drzwi.Otworzyłam je, dziwiąc się wizytą policjanta.




-Witam panie władzo czy coś się stało?




Zapytałam, patrząc na niego.Wyglądał jakoś dziwnie, jakby zapowiadał złą nowinę.




-Może pani zechce usiąść Panno Grenger.Mam dla Pani złą wiadomość.Pani rodzice mieli wypadek pół godziny temu.Samochód staną na torach, gdy jechał pociąg.Bardzo mi przykro, ale niestety oboje zginęli na miejscu.Nie mieli szansy przeżyć ani uciec, to działo się za szybko.




Gdy policjant jeszcze mówił, zachwiałam się na nogach, nie wierząc w jego słowa.Nie…to nie mogła być prawda.Moi rodzice nadal żyli, na pewno.To tylko pomyłka.Musiała być pomyłka.Pobladłam.Zrobiło mi się słabo, więc usiadłam.




-Nie to nie mogą być oni.Mieli tylko jechać na zakupy.Tylko zakupy.Przecież codziennie na nie jeździli.Auto było sprawne.To nie możliwe.




Po moich policzkach spływały łzy.W jednej chwili zawalił mi się cały świat.Straciłam najbliższe mi osoby.Nie wiedziałam co robić.




-Przepraszam, że przekazuję Pani tę wiadomość.Rzeczy Pani rodziców można będzie odebrać w każdej chwili.




Gdy policjant wyszedł, rozpłakałam się na dobre.Nie wiedziałam co robić.Zadzwoniłam więc do wujka Mike, by powiadomić go o tym.Był bardzo mi bliski, ale dawno się z nim nie widziałam.Ożenił się już dawno z kobietą i przygarnął jej syna starszego ode mnie o 3 lata, gdyż miał wtedy 10 lat a ja tylko 7 i wyjechał do Europy,a ze Stanów było daleko.Jedynie czasem pisaliśmy do siebie e-maile.Wujek sam wychowywał przybranego syna, gdyż pięć lat później jego żona Irina zmarła w tragicznym wypadku.Bardzo cierpiał po jej stracie, ale nigdy nie zostawił jej syna.gdy powiedziałam mu, obiecał przyjechać wraz z Williamem.Byłam ciekawa, jak teraz wygląda.Pamiętam go jedynie z dzieciństwa i zdjęć zrobionych w tamtym okresie.Zadzwoniłam na uczelnie, by powiadomić ich o mojej sytuacji.Nie miałam teraz głowy do szkoły.Chciałam, tylko by oni żyli.By to się nie stało.Chciałam cofnąć czas, aby móc zatrzymać ich, lecz to nie jest możliwe niestety.Cały dzień przesiedziałam w łóżku, płacząc.Wychodziłam tylko do łazienki czy kuchni.Okropnie się czułam.Wieczorem byłam tak zmęczona, jak nigdy, że zasnęłam dość szybko i wcześnie.Miałam koszmary o śmierci rodziców.Płakałam przez sen i ich wołałam.Budziłam się często.Dopiero nad ranem spokojnie zasnęłam.Obudziłam się po 11 godzinie przez okropny hałas.Na początku myślałam, że to rodzice, ale przypomniało mi się niestety, że ich już nie ma.Zeszłam na dół i wyjrzałam przez okno.Byłam ubrana w piżamę.Zobaczyłam, że to wujek przyleciał prywatnym śmigłowcem.Nie zdziwiło mnie to gdyż był człowiekiem zamożnym prowadzącym najlepsze restauracje na całym świecie.Wybiegłam do niego, nie zastanawiając się moim wyglądem.Gdy tylko wysiadł, przytuliłam się do niego.




-Och wujku.Oni…oni…ich już nie ma.Zostawili mnie.




Rozpłakałam się w jego ramionach.




-Nie płacz dziecinko.Wszystko będzie dobrze.Po pogrzebie zabiorę Cię do siebie.Tam zaczniesz od nowa.Wszystko będzie dobrze obiecuję,a teraz przestań płakać.Tym nie przywrócisz im życia, a tylko ich zmartwisz.Zawsze będą przy tobie.Z nieba będą widzieli Cię cały czas.




Powiedział, gdy przytulał mnie jedną ręką,a drugą gładził po włosach.Był już starszym człowiekiem.Przetarłam oczy i spojrzałam na niego.




-Dziękuję, że przyjechałeś.Sama nie dałabym sobie rady.Zostałeś mi tylko ty wujku.Teraz trzeba wszystko przygotować,zorganizować.Dodatkowo uczelnia.Sama nie wiem jak, to będzie.A gdzie William?Mówiłeś, że przyjedzie?




Zapytałam, patrząc na wujaszka.




-Wyjmuje bagaże.Zostaniemy na trochę.




Gdy zobaczyłam Williama, zaczęłam żałować, że nie umalowałam się i ubrałam przed wyjściem.Nie był już dzieckiem, a dobrze zbudowanym, umięśnionym mężczyznom o blond włosach, idealnej sylwetce i dość wysoki.Jego strój również leżał na nim idealnie jakby szyty na miarę.Nie przypominał w niczym dawnego Willa, wszystko się w nim zmieniło oprócz tych jego głębokich granatowych oczu.Jego oczy były hipnotyzujące, można by w nich utonąć.Poprawiłam szybko ręką włosy i piżamę.




-Cześć Will.Pamiętasz mnie jeszcze?Taka mała, czarne włosy, cała w siniakach.




Powiedziałam, lekko poprawiając sobie humor na samo wspomnienie dawnych czasów.Byliśmy wtedy najlepszymi przyjaciółmi.Gdy wyjeżdżał, z powrotem do domu po wakacjach, tęskniłam za nim i to bardzo.




-Jak bym cię mógł nie pamiętać Holly.Byłaś najlepszą przyjaciółką pod słońcem.Zawsze mogłem na Ciebie liczyć.A teraz ty możesz liczyć na mnie.Z tatą przyjechaliśmy ci pomóc zorganizować tutaj wszystko, a potem wrócisz z nami.




Gdy przytulił mnie, po przyjacielsku, moim ciałem wstrząsnął lekki dreszczyk, a serce zabiło mocniej.Wciągnęłam jego zapach do płuc.Mmm…Pachniał cudnie.







Ciąg dalszy pojawi się wkrótce

Powitanie

Chciałabym was wszystkich powitać i zachęcić do czytania mojego opowiadania.Teraz coś o mnie.no więc tak.Mam na imię Katarzyna, ale mówią mi Mycha lub po prostu Kaśka.Obecnie mam 16 lat.Interesuję się dziennikarstwem oraz literaturą.Bardzo lubię pisać i mam dość bujną wyobraźnię, więc postanowiłam podzielić się tym z wami.Mam nadzieję, że może spodoba się wam i zaprosicie innych do czytania.